Menu

Wierzgacz całkiem szczerze

Subiektywnie i z jajem.

Złote góry

daley17

Zastanawiam się, co jest bardziej dramatyczne. To czy polscy pięściarze lgną w kierunku KSW jak stado przegonionych owiec czy to, że głęboko i ślepo wierzą w swój sukces w klatce. Dzisiejszy świat sportu jest pozbawiony wszelkiego romantyzmu, przywiązania emocjonalnego i lojalności do pracodawcy, klubu, herbu czy nawet dyscypliny. 

Fot. kswmma.com

Skłamie, jeśli napiszę, że sytuacja z niedawnej gali KSW 41 nie skłoniła mnie do wylania swoich myśli na papier. Z początku obserwowałem ją z zażenowaniem i nie chciałem się babrać w gównie, które stworzył Artur Szpilka. Słowa łapiącego ledwo oddech Tomasza Oświecińskiego były dla mnie szokiem, ale o pozytywnym zabarwieniu. Szokiem natomiast nie było dla mnie standardowe zachowanie naszej wielkiej, niespełnionej nadziei bokserskiej, która słów „Stracha” nie mogła przeboleć.

Abstrahuję od tego, czy wspomniana sytuacja była ustawką czy faktycznie żyła swym życiem, a na koniec „lekko” wymknęła się organizatorom z rąk, bo to i tak nie zmieni wizerunku boksera z Wieliczki. Klasa, dystans i pewność siebie to składowe, które są fundamentami szanujących się gwiazd sportu. Nieważne jakiej dyscypliny dotkniemy. Człowiek, który jest przekonany o swojej sportowej wartości słuchając słów walczącego o życie (debiutującego w MMA!) aktora uśmiechnąłby się, pomachał i puścił oczko do kamery. Pełen spokój.

Popełniając drugi raz ten sam błąd, nie możemy go nazywać już błędem. To czysta głupota, nasz wybór. Gorzej, gdy liczba tych bliźniaczych błędów nieuchronnie zbliża się np. do dziesięciu. Co wtedy? Z ratunkiem pędzi do nas youtube, dzięki któremu wywiady Szpilki można sobie do woli odtwarzać. Artur to idealny przykład człowieka, który najpierw zrobi, a potem pomyśli. Cała jego kariera/przygoda sportowa to wyciąganie wniosków i kajanie się przeplatane ze słynną napinką przed każdą ważną walką. Szpilka dynamicznie swój balonik pompomował, a jeszcze szybciej przekłuwali go Jennigs, Wilder czy Kownacki. Pisałem o tym tutaj: Ciężki stan królewskiej dywizji.

Trudno sobie wyobrazić Szpilkę w zestawieniu z poważnym zawodnikiem KSW. Przede wszystkim, dlatego że jest człowiekiem, który nie zwojował areny wagi ciężkiej w boksie. Ba, nawet nie był tego bliski, bo urwanie trzech, a w porywach czterech rund Wilderowi nie jest wybitnym osiągnięciem. Po drugie, kolejnej walki o pas szanowanej federacji raczej się nie doczeka, bo oprócz wartości marketingowej na szczęście ważna jest jeszcze ta sportowa. Chyba, że mówimy tu o pasie Polsatu, to spokojnie czeka Artura takich pojedynków jeszcze sporo. Po trzecie, jeśli ktoś jest przeciętnym bokserem to boję się jak szybko i boleśnie może go zweryfikować klatka. Wyobraźcie sobie walkę Szpilki np. z Karolem Bedorfem, Tomaszem Narkunem czy Michałem Andryszakiem. Oddział intensywnej terapii gwarantowany.

Wcale bym tak ochoczo nie reagował na miejscu Artura na ewentualny pojedynek z Mariuszem Pudzianowskim. Żyjący od pięciu lat w ścisłym reżimie sztuk walki „Pudzian” mógłby powycierać Szpilką matę. Nie bez kozery mówię o rywalach z tej półki, bo przecież Artur nawet nie spojrzy na propozycję stoczenia freak fightu.

Edit: Cytując Szpilkę: „Chyba, że pieniądze się będą zgadzały”. O tak, wtedy nawet może wyjść do Oświecińskiego albo walczyć w kisielu.

Naszym pięściarzom ogólnie dużo się wydaje. Oprócz wspomnianego Artura, który swe kibicowskie i podwórkowe boje traktuje jako niezły warsztat, następny do pociągu z kierunkiem „MMA” wsiadł Krzysztof Zimnoch. Tutaj doczekaliśmy się słynnego zdania, w którym Krzysiek stwierdził, że jest gotów zamienić ring na klatkę, bo za młodu wraz z braćmi i wujkiem ćwiczył zapasy. Kawał doświadczenia.

Zimnoch przypomina żubra z filmu „Chłopaki nie płaczą”. Znajduje się pod ścisłą obserwacją i wiecznym parasolem ochronnym, który zapewnia mu Tomasz Babiloński. Promotor, który od niedawna zaczął organizować także gale MMA, pomógł Krzyśkowi spakować bokserskie zabawki i zaprosił go do nowo powstałego projektu „Bablion MMA”. Panie Tomaszu proszę tylko o rozważne dobranie rywala dla Krzysztofa, bo drzwi do wielkiej kariery pięściarskiej zatrzasnęły mu takie nazwiska jak Mollo i Abell.

Ścieżką prowadzącą do MMA podąży również Mateusz Masternak. „Master” podobnie jak „Szpila” przywdzieje barwy KSW. Tam czeka na niego już mistrz wagi półciężkiej Tomasz Narkun. Kandydatura byłego pięściarza Sauerlanda jest jednak interesująca, bo na tle wcześniejszej dwójki prezentuje on najlepsze wyszkolenie techniczne i nie jest tak dziurawy w obronie. Pomysł, który zrodził się w głowach Macieja Kawulskiego i Martina Lewandowskiego jest więc mocno poparty aspektami sportowymi.

Myślę, że warto też pochylić się nad kunsztem z jakim prowadzą swój biznes właściciele KSW. Wystarczy tylko spojrzeć ile szumu, newsów czy wywiadów związanych z każdą galą pojawia się w sieci. KSW to dziś marka, która nie tylko kojarzy się z telewizyjnymi galami. To sieć centrów treningowych, napoje czy odzież.

Można psioczyć na wrzucanie „cyrkowych” walk do fightcardu, ale popatrzmy na to obiektywnie z biznesowego punktu widzenia. Milowym krokiem w rozwoju KSW było zakontraktowanie Mariusza Pudzianowskiego, z którego (mimo wielkiej sympatii i szacunku) śmiało się wiele osób. Dziś ten sam zawodnik jest wymieniany w gronie kandydatów do zdobycia pasa w kategorii ciężkiej.

Idąc dalej chwytamy się za głowę, gdy kadrę zawodniczą zasilają najpierw „Popek”, a później „Strachu”. To w jak wnikliwy i niezwykle czujny sposób włodarze KSW monitorują obecny rynek i potrzeby polskiego widza jest dobrym materiałem na branżową książkę. Ciężko sobie nawet wyobrazić jak olbrzymie grupy nowych odbiorców przyciągnął raper ze skaryfikacją twarzy, a ilu widzów „Pitbulla” przeskoczyło za Oświecińskim do KSW.

Martin Lewandowski w jednym z wywiadów powiedział, że obecnie federacja ma kłopot bogactwa i nadmiar zawodników. Mimo to, właściciele jednej z największych federacji MMA na świecie niebawem wykonają kolejne spektakularne transfery. Pierwsi będą Szpilka i Masternak, a kto wie czy za nimi nie podążą Włodarczyk, Wach i inni. Dzieje się na naszych oczach historia niezwykła, bo nie potrafiłem sobie wyobrazić, że KSW tak zgrabnie i w białych rękawiczkach ograbi polski boks.

Trzeba też przyznać, że Kawulski i Lewandowski potrafią obiecać (i „spełniać”) złote góry. Zarówno zbłąkanym bokserom, znudzonym celebrytom i ciągle głodnym igrzysk ludziom. Wszyscy na te góry się wspinamy, a na ich szczycie pieniądze podawane są z rąk do rąk, tak by zadowoleni byli właściciele federacji, zawodnicy i widzowie zasiadający w hali lub przed telewizorami. 

© Wierzgacz całkiem szczerze
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci