Menu

Wierzgacz całkiem szczerze

Subiektywnie i z jajem.

Szlachetna paczka

daley17

Paczka, w której Nafciarze zdołali zmieścić cztery gole i z uśmiechem na ustach wręczyli ją Wrąblowi i spółce. Można pastwić się nad Tarasovsem i kreować go na antybohatera tego spotkania, ale obserwując grę wrocławian pokuszę się o stwierdzenie, że byli oni największym zagrożeniem dla siebie samych.

Fot. PAP

Porażki wkalkulowane są w każdą dyscyplinę - to fakt bezsprzeczny. Styl w jakim ich doznajesz może wiele o Tobie powiedzieć. Wczoraj Śląsk zakończył swój mecz w 12 minucie pojedynku, kiedy Varela pokonał z jedenastki bramkarza wrocławian. Ciężko zachować jakikolwiek styl, gdy przez pozostałe 78 minut spotkania jesteś statystą. W dodatku marnym.

Nie ma co się pieścić. Powiedzieć, że Śląsk zagrał źle to jak nic nie powiedzieć. Kamil Vacek swoim występem z pewnością nie spowodował u Jana Urbana bólu głowy dotyczącego wyboru partnera dla Michała Chrapka w środku pola. Pauzujący wczoraj Sito Riera ponownie zajmie miejsce u boku byłego wiślaka, a Czech odnajdzie się na skrzydle ławki rezerwowych. Warto też odnotować bezsensowny faul Vacka na Stiliciu, po którym sędzia podyktował drugi rzut karny dla Płocczan.

Niepokojące sygnały docierały również z lewego sektora obrony Śląska, gdzie Djordje Čotra kompletnie nie radził sobie z wypożyczonym z Legii Konradem Michalakiem. Skrzydłowy Wisły pastwił się nad Serbem tylko do 54 minuty, ponieważ z dalszej gry wyeliminował go uraz.

Kolejna sprawa to zachowania po stratach piłki przez Jakuba Koseckiego. Tu mamy do czynienia z piłkarskim kryminałem. Przy każdym zwarciu z przeciwnikiem i czystym odbiorze piłki przez rywala, skrzydłowy Śląska zachowuje się tak, jakby mocno mu zależało na angażu w jednym z wrocławskich teatrów.

Oczywiście Koseckiemu trzeba oddać, że był najjaśniejszą postacią w ekipie Jana Urbana. Szarpał, podejmował pojedynki jeden na jeden i próbował nękać Kiełpina strzałami z dalszej odległości. Stratę, która okazała się kluczowa przy bramce Merebashviliego, zmazał wywalczonym rzutem karnym i honorową bramką dla gości. To tyle, jeśli chodzi o pozytywy.

Nie zamierzam podważać warsztatu Jana Urbana, ale decyzje personalne dotyczące zmian były bardzo dziwne. Po czerwonej kartce dla Tarasovsa, szkoleniowiec Śląska ściąga z murawy najmniej przeze mnie oczekiwanego gracza – Michała Chrapka. Jest to o tyle zastanawiające, że na boisku pozostawił Łukasza Madeja i Kamila Vacka. Urban zabrał Śląskowi spoiwo i kręgosłup jego działań. Wspomniany duet kompletnie sobie nie radził,  a co gorsza tworzył w środkowej części boiska olbrzymie luki i korytarze, które skrzętnie wykorzystywali gospodarze.

Druga zmiana, którą nieco łatwiej wytłumaczyć, dotyczyła zameldowania się na placu gry Arkadiusza Piecha. Świdniczanin zastąpił w przerwie Marcina Robaka i mógł walnie przyczynić się do rozpoczęcia odrabiania strat, ale pokazał tylko jak nie wykonywać rzutów karnych. Mniemam, że trener Urban z racji wysokiego wyniku (0:3) zdecydował, że nie warto marnotrawić sił głównego snajpera Śląska i oddelegował go do szatni. Zmiana budzi delikatne wątpliwości, ponieważ szkoleniowiec wrocławian zabrał jedynego piłkarza, który gwarantował utrzymanie piłki na połowie rywala. W mojej ocenie Piech powinien zastąpić Madeja i mocno wspierać Vacka w centralnym sektorze boiska, gdzie byłby łącznikiem między Robakiem, a resztą zespołu.

Oczywiście, teraz można już tylko gdybać, ale przyznam, że ostatnie dwie porażki nieco nadszarpnęły moje zaufanie do Jana Urbana i jego wizji na Śląsk. Z Wisłą Kraków spotkanie było mocno stykowe i przegrana nie rodziła tylu domysłów. Wtedy różnicę zrobił nie kto inny jak Carlitos i głównie dzięki niemu krakowianie po wyrównanym boju zabrali komplet punktów do domu.

Wczorajsza potyczka może budzić już o wiele większy niepokój, bo Śląskowi w Płocku zabrakło jaj i charakteru. Umówmy się, można dostać „czerwo”, można przez 90 minut się bronić i mecz po prostu przetrwać w sposób heroiczny – niezależnie od wyniku jaki będzie widniał na tablicy świetlnej po ostatnim gwizdku sędziego. Piłkarze Śląska ten mecz najzwyczajniej w świecie przespacerowali. Tak jakby wyrzucenie Łotysza oznaczało koniec spotkania i marzeń o korzystnym wyniku. Wrocławianie sami zabrali sobie szansę na wywiezienie z Płocka choćby jednego punktu.

Martwi też forma wyjazdowa Śląska. Na siedem spotkań podopieczni Jana Urbana zdołali odnieść cztery remisy i zanotowali trzy porażki. Nie czuć tu mocnego powiewu optymizmu, a pamiętajmy, że w rundzie rewanżowej czekają ich podróże do Gdańska, Warszawy czy Poznania. Na tych terenach trudno będzie o zgarnięcie całej puli.

Już w piątek do stolicy Dolnego Śląska przyjedzie czerwona latarnia ligi – Pogoń Szczecin. Okazja do rehabilitacji wymarzona, ponieważ szybko można zapomnieć o poniedziałkowym blamażu i wrócić do gry o pierwszą ósemkę. 

© Wierzgacz całkiem szczerze
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci