Menu

Wierzgacz całkiem szczerze

Subiektywnie i z jajem.

Legia abdykuje?

daley17

Na wczorajszy mecz nie jechałem jakoś wybitnie napompowany. W końcu to tylko Ekstraklasa. Po cichu jednak liczyłem na przyzwoite widowisko, bo do tlącej się iskierki nadziei, jaką jest nieprzewidywalny charakter gry Śląska dodałem szczyptę optymizmu związanego z kłopotami, z którymi Legia zameldowała się w stolicy Dolnego Śląska.

Fot. Cyfra Sport

Cytując klasyka: To Śląsk był tak dobry czy Legia taka słaba?

Odpowiedzi na to pytanie warto poszukać w torbach z letnimi zakupami obu klubów. Nie polemizujmy. Pod budynek Śląska, przy Oporowskiej 62, nowych zawodników przywożono taczkami. Brakowało rąk do pracy, żeby obsłużyć tę nawałnicę. W przypadku jakichś przemeblowań składu na ogół zwykło się wspominać o „wietrzeniu” szatni. W tym przypadku do szatni wrocławskiego klubu wpuszczono sławną ostatnio Irmę. Niewielu się przed nią uchroniło, co dobitnie widać, zerkając na pierwszą „11” Śląska w sobotnim meczu. Celeban, Pawelec, Madej i Riera.

Ktoś pomyśli – „dramatu nie ma”, ale gdy delikatnie wgłębimy się w sytuację kadrową wrocławian, dość szybko zdamy sobie sprawę, że obecność Pawelca na prawej stronie defensywy to „zasługa” urazów Dankowskiego oraz Jovicia (bardziej tego drugiego – wiadomo). Nie umniejszam Pawelcowi jego zasług dla klubu, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że podczas wczorajszego spotkania miał jedynie zaplombować prawy sektor boiska. To się udało w stu procentach, mimo że początek spotkania na to nie wskazywał.

Sito Riera pojawił się we Wrocławiu mocno zardzewiały. Widać było od razu, że piłka mu nie przeszkadza, ale fizycznie i kondycyjnie wyglądał mniej więcej tak jak Hildeberto z Legii. Hiszpana trzeba było otrzeć z kurzu, docisnąć na treningach, a w finalnym efekcie mu zaufać. Przyznam szczerze, że gość wielokrotnie w poprzednich meczach minionego i obecnego sezonu zwyczajnie mnie irytował. W swoich ruchach lekki i elegancki, czyli bardziej poeta niż rzemieślnik – ale to wszystko przerost formy nad treścią.

Wczoraj musiałem się bić w pierś wielokrotnie. W duecie z Michałem Chrapkiem bardzo sprawnie dyktowali tempo akcji Śląska. Ekipa Jana Urbana miała z nich obydwu bardzo dużo pożytku. Wiele podań na jeden kontakt, dynamiczne zmiany ciężaru gry i stempel praktycznie na każdym ofensywnym działaniu wrocławskiego zespołu.

Odrębną kwestią jest Łukasz Madej, o którego szybkości i dynamice możemy jedynie poczytać w książkach od historii. Jednak pomimo nieubłagalnie upływającego czasu potrafi on odnaleźć swoje miejsce na boisku w takim meczu, jak ten sobotni. Dodajmy do tego jeszcze asystę, z prawej nogi, przy drugiej bramce Robaka i szczególnie nie możemy się do czegoś przyczepić. Wręcz przeciwnie.

Śląsk chyba po raz pierwszy w tym sezonie wyglądał na zespół poukładany i działający jak jeden, sprawny mechanizm. We wcześniejszych spotkaniach podopieczni Urbana miewali takie momenty, natomiast wczoraj organizacja i polot gry wrocławian cieszyły oko przez większą część spotkania.

Boiskowym poczynaniom Śląska przyglądała się bezradna momentami Legia. Letnie zmiany w szatni stołecznego klubu również zebrały swoje żniwo. Rewolucja przybrała twarz Vadisa Odjidjy-Ofoe, czyli piłkarza który osierocił Legię na rzecz przenosin do Pireusu. Temat belgijskiego piłkarza i jego wpływu na grę stołecznej ekipy był przemielony wielokrotnie przez wszelkiej maści media, więc swoich „trzech groszy” dodawać nie będę.

Stołeczny klub drążą problemy zarówno o charakterze kadrowym jak i organizacyjno-finansowym. Idąc po kolei – forma niektórych zawodników (lub jej kompletny brak) pozostawia wiele do życzenia. Niestety na czele tej grupy zawodników stoją reprezentanci Polski, a więc tercet – Pazdan, Jędrzejczyk i Mączyński. Ten ostatni dwukrotnie znalazł się w podstawowej „11” kadry Adama Nawałki w meczach przeciwko Danii i Kazachstanowi. Wczoraj miał swoje pięć minut. Nie w przenośni, dosłownie. Jacek Magiera dał mu odpocząć? Nie sądzę.

Legia wygląda źle, a co gorsza nie daje żadnych sygnałów zwiastujących nawet najmniejszej poprawy. Wczorajsze spotkanie pokazało jak surowi są legioniści w centralnej części boiska i pod bramką rywala. Przy mocno chwiejącej się formie bloku defensywnego, brak kręgosłupa boiskowego zacznie być co raz mocniej widoczny. Do tego dochodzą oznaki zniecierpliwienia i zniesmaczenia z wnętrza klubu, które tylko podgrzewają i tak wysoką temperaturę w szatni. Dariusz Mioduski zdecydował się zamrozić tzw. „wejściówki” dopóty, dopóki Legia nie zacznie być Legią. Choćby tą z finału poprzednich rozgrywek.

Z powstałego obrazu wnioskuję, że Legia była wczoraj dobrym tłem dla mającego swój dzień Śląska. Na papierze wrocławianie prezentują się naprawdę więcej niż solidnie. W świetle doskonale opakowanej marketingowo, ale słabiutkiej piłkarsko Ekstraklasy, Śląsk przedstawia się dość okazale. Czy wrocławianie będą rośli w siłę z każdym kolejnym meczem? Możliwe, ale z optymistycznymi rokowaniami chwilowo bym się wstrzymał.

© Wierzgacz całkiem szczerze
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci